czwartek, 16 sierpnia 2007
Spotkanie

Czasem spotkanie może sprawić przyjemność a czasem smutek.

Nie mówię tu wcale o spotkaniu z człowiekiem, ale o spotkaniu samej siebie z własnym wnętrzem. Wiele razy słyszałam, iż gdy wpada się w przygnębienie lub kłopoty wówcza uciekamy w inny świat. Ale wkońcu ten świat okazuje się, że wcale nie jest taki dobry. Jest tam smutno i buro. W jednej chwili przestaje być fajny i wesoły.

Jak każdej osobie i mnie coś takiego się zdarza. Co wtedy? No cóż - wtedy biorę słuchawki na uszy, otwieram program do obróbki zdjęć i tworzę. Okazuje się, iż te prace są zdecydowanie najlepsze. Dowód - oto on :)

środa, 18 lipca 2007
Czas zawieszenia:)

Cudowny okres wakacji i u mnie dał o sobie znać. Dzięki temu, że zaczął się sezon urlopowy mogę odwiedzać wiele osób. Co za tym idzie. Do domku wracam tak późno, że nie mam już sił aby cokolwiek robić. Jednak mobilizuję wszystkie swoje siły, aby dokończyć swoje projekty. Jakie? - otóż obecnie przygotowuję 2 kalendarze -1. dla mojego brata (zdjęcia oczywiście są jego i jego najbliższych); 2. dla mojej kuzynki (z pobytu w Bielsku) - co ma być dołączone do prezentu ślubnego; dodatkowo montaż zdjęć. Pracy więc dużo a sił czasem zero.

Z racji tego na czas wakacji zawieszam ten blog. Pod koniec sierpnia napiszę tu nowe rzeczy. Opiszę Wam wesele kuzynki, urlop i inne rzeczy. A teraz życzę Wam CUDOWNEGO WYPOCZYNKU :)

niedziela, 01 lipca 2007
Niezdecydowanie

Nie ma nic gorszego od himerów kobiety. Wczoraj byliśmy na bardzo sympatycznej imprezie u znajomych. Wyjście było o tyle niezwykłe, że byliśmy bez dziecka. Emil został z mamą w domu i wreszcie mogliśmy tak na całego się pobawić. W pierwotnej wersji miało być tak, że chwilę siedzimy w domu a potem idziemy gdzieś się wybawić - wytańczeń i poskakać. Tak bardzo się na to nastawiłam, że nie mogłam wysiedzieć w domu u nich. Niestetety towarzystwo podzieliło się na 2 części - pierwsza chciała iść się pobawić a druga była już zmęczona i chciała siedzieć w domu. I tak towarzystwo siedziało do 23:30 prawie zasypiając zamiast iść do domu i faktycznie dać upust własnym potrzebom. Ja myślałam, że jak już wszyscy się rozejdą, wówczas ruszymy na szaleństwo nocnych tańców - i znowu rozczarowanie - Ci, którzy mieli ochotę iść zrobili się już tak zmęczeni, że przestali chcieć gdzieś wychodzić. No cóż pomyślałam - pomogę posprzątać i pójdziemy przynajmniej z mężem...  Skończyło się to tak, że wyszliśmy przed pierwszą i mnie też już ogarnął swoim ramieniem Morfeusz, więc gdy mój mąż zapytał się gdzie idziemny odburknęłam, że do łóżka.

I to, że się nie pobawiłam było też moją winą, bo gdybym się nie wkurzyła, że mąż mi siedział z kumplem przy kompie przez godzinę pijąc herbatę, to może i zmobilizowałabym się do wyjścia. Choć perspektywa nie spania od 6 była wtedy mało zachęcająca.

I tak to, znów wróciłam do normalego obowiązkowego życia. Ale mi się chce krzyczeć!!!! Jestem młoda i nie chcę być tylko zamknięta w domu przy dziecku i czekać, aż będzie jakieś wesele :( Chcę wyjść czasem potańczyć, wyszaleć, ładnie się ubrać i poczuć się....

Ale mnie naszły smutki ...

wtorek, 26 czerwca 2007
choroba i zlecenie

Ciekawa jestem czy dla Was ta pogoda też jest niesamowita. Zmiany temperatur jest taka duża, że czasem nie nadążam za nią. Rano przyjemnie ciepło i lekki wiaterek, przed południem duszno, parno i bezwietrzenie a za godzine ogromny wiatr poczym chmury nadlatują i jest zimno. Zmiana temeratury nawet o 10`. Gdy siedze w domku, to mówię sobie - trudno, ale nie jest tak zawsze. Ostatnio w weekend jeździliśmy sobie z rodzinką na rowerkach (po górach - najpier Dębowiec, potem udało nam się wjechać do połowy Szyndzielni. Mój mężuś ciągnął za sobą riksze z misiem :) Dumna jestem z niego) i te zmiany pogody spowodowały, że razem z Emilkiem dopadliśmy straszne przeziębienie. Wczoraj byłam nie do życia. Gorączka, katar i okropny ból głowy. Dziś widzę, że Emilek ma dzień kataru, więc przygotowuję się na cięższe momenty... Mam nadzieję, że pogoda nam się choć trochę ustabilizuje.

schronisko na Dębowcu

widok z Dębowca

Muszę Wam się pochwalić. Ze względu na te moje wydziwianie ze zdjęciami i tworzenie moich wizji ich, dostałam małe zlecenie. Moja praca ma polegać na przygotowaniu paru zdjęć dla koleżanki rodziny oraz stworzeniu ulotek promocyjnych do jej butiku :) Strasznie mnie to ucieszyło, gdyż wkońcu zaczynam realizować swoje marzenia - jestem w domku z Misiem i pracuję na miejscu - bez stresu, bez narzekań i bez niezadowolenia kierownictwa. To mój mały sukcesik :)

Jeżeli brakuje tu składu, to przepraszam. Mam jeszcze gorączkę i myślę strasznie haotycznie. Pozdrawiam Was i życzę DUŻO zdrowia :) na ten letni czas.

sobota, 09 czerwca 2007
Zabawy czas c.d.

Ostatnio obserwuję bardzo dużo dzieci. Jest to oczywiste, gdyż całe dnie z nimi spędzam.To co mnie wzrusza, to to, jak one potrafią cieszyć się życiem, tym co mają i tym co dostają. Wystarczy trochę miłości i dobroci a one odwdzięczają się najpiekniejszymi uśmiechami i buziaczkami pod słońcem. Coraz częściej mam ochotę zająć się ciągłym fotografowaniem ich. Tyle w nich piękna...

I przyszło mi do głowy takie pytanie - czemu zapomnieliśmy, że radość można czerpać z najmniejszych drobiazgów? Oj, czasem to my powinniśmy się uczyć od tych maluszków.

piątek, 01 czerwca 2007
Nie ma to, jak robić co się lubi :)...

Dziś bardzo króciutko.

Muszę się Wam pochwalić - wreszcie zaczynam robić to co lubię. Wiele razy obiecywałam sobie, iż zacznę realizować pomysły, które wydawały mi się SUPER TRAFNE. Niestety okazało się, że strach był niejednokrotnie większy od moich ambitnych pomysłów.

Ale wreszcie powiedziałam sobie - czas zaryzykować. A za co się wzięłam? Ano za obróbkę zdjęć i filmów. Mogę to robić w domku i dzięki temu zajmować się synem. Bardzo ciekawa jestem gdzie mnie to zaprowadzi.... Trzymajcie kciuki za mój zapał :)

Ostatnio zrobiłam przesympatyczne zdjęcie mojemu synkowi. Ciekawe jakie emocje wywoła u Was - oto ono:

My się od razu śmiejemy :)

środa, 23 maja 2007
W bloku też można

Od przeprowadzki z domku na bloki mija już rok. Czas niesamowicie szybko zleciał. Przez ten czas zrozumiałam, że nie ma co walczyć "z wiatrakami" i trzeba polubić to co się ma. :) Jakem sobie umyśliła takem sobie zrobiła :) I trzeba przyznać, że teraz jest DUŻO LEPIEJ :)

Ale, może wrócę do tytułu. Jak ostatnio można było zauważyć pogoda i temperatura jest typowo letnia :) Upały sięgają czasem nawet 33`C. Stwierdziliśmy z mężulkiem, iż fantastyczną sprawą byłoby mieć basenik do którego dawalibyśmy smyka w te upały. Następnego dnia Emiś siedział z Emilką na balkonie we własnym baseniku :) A mówi się, że w blokach są ograniczone możlliwości :) A my mamy nawet hamak i wieczorkiem lubię tam się wylegiwać :)

Wniosek - jak się chce, to się ma :))

piątek, 18 maja 2007
Słodka "dupcia" :)

Podczas Wielkiego Postu postanowiłam sobie, że nie tknę nic słodkiego - ani ciasteczek, ani deserków. Czas ten zniosłam Bardzo dobrze i udało mi się wytrzymać.

Teraz niestety nadrabiam zaległości. Ciekawa jestem czy od cukru w słodyczach można się uzależnić :) ? Jeżeli tak, to chyba wpadłam w swój pierwszy nałóg. Gdy widzę ciasteczko, to ślinka mi leci przeokropna i nie potrafię sobie go odmówić. Dziś zrobiłam mały  test na wytrzymałość. Udało mi się przez pół godziny obojętnie przechodzić koło talerzyka z ciasteczkami, poczym gdy dopadła mnie ta straszna zachcianka... zeżarłam 4 za jednym zamachem.

No cóż... Będę walczyć z sobą, aż do skutku, bo bardzo chciałabym pozbyć się tej mojej "słodkiej dupci".

środa, 16 maja 2007
Obłuda i zmartwienie

Ostatnio nie miałam ochoty nic nowego pisać. Przez ten tydzień wydarzyło się kilka rzeczy - niestety niezbyt dobrych. Pierwsze to spotkanie z osobą, która z jednej storny była kochana i miła a po jakimś czasie obojętna i nieprzyjazna. Natomiast drugie wydarzenie - to choroba mojej cioci. Ale wszystko po kolei.

Nigdy nie lubiałam dwulicowości - uważam ją za bezsensowną i zabierającą tak cenny czas. No ale ... Pewnego dnia dostałam sms-a od znajomej, która dopytywala się o Emilka i opowiadała co słychać u jej dziecka. Napisała, że bardzo chciałaby wpaść na kawę i pogadać sobie od serca gdyż strasznie tęskni za nami i za wspólnymi ploteczkami (ze względu na chorobę jej synka było to niemożliwe). Gdy wieczorem spotkałyśmy się na aerobiku, to udawała, że mnie ledwo dostrzega i niewiele potrafiła wycedzić w lekkim uśmiechu do mnie. No cóź - nie chcesz rozmawiać - to nie. Próbowałam się później dowiedzieć o co chodzi, ale jakoś bezskutecznie. Strasznie mnie to zezłościło. Mam zasadę - jeżeli ktoś mi podpada albo robi jakąś głupotę, to mu mówię o tym od razu. Dzięki temu i on i ja mam klarowną sytuacje i nikt po bokach nie widzi moich dąsów. Oszczędza mi to naprawdę dużo zdrowia, czasu i humoru. Niestety nie każdy ma taki sam pogląd na załatwianie swoich spraw...

Natomiast takim wielkim zmartwieniem i smutkiem napawa mnie choroba cioci. Niestety z każdym dniem jest coraz słabsza - niewiele je i coraz więcej śpi. Wyobaźcie sobie wszystko zaczęło się pół roku temu kiedy zaczął boleć ją kręgosłup. Chodziła do lekarzy i różnego rodzaju "specjalistów" i nie umieli określić przyczyny tego bólu. Choroba coraz bardziej postępowała a Ci którzy powinni coś pomóc przyczyniali się do pogorszenia sprawy. Dopiero ostatnio trafiła cioci do PRAWDZIWEGO SPECJALISTY, który jak ją zobaczył to od razu wysłał do szpitala na tomograf (który odbył się w ten sam dzień) i skierował na odpowiednie badania. Powiedział tylko "dlaczego pani nie przyszła wcześniej - teraz nie wiem czy jestem w stanie coś pomóc". Miła perspektywa prawda... Leczenie pół roczne u "specjalistów" i stwierdzenie końcowe, że nie wiadomo czy da się tu coś jeszcze zrobić (prawie jak wyrok). Ale tym razem lekarz robi naprawdę wszystko, aby pomóc. I oby się udało...

wtorek, 08 maja 2007
Wspaniały długi weekend

Już parę dni mija od wspaniałego weekendu. Cały ten czas zaliczał się do REWELACYJNEGO :)

Pierwsze 3 dni była u nas kuzynka z narzeczonym, aby zaprosić nas na ich ślub i wesele. Udało nam się obskoczyć całą rodzinkę choć wymagało to niezłej organizacji czasu. Do tego byliśmy w kinie (pierwszy raz od ciąży mojej) oraz na spacerze i obiedzie na Błoniach (ale fajnie było nie gotować :) wreszcie to mnie znów obsłużono - ale cudowne uczucie, oj można byłoby się przyzwyczaić). Następnego dnia kupiliśmy super rowerek dla mnie i rozpoczął się sezon rowerowy dla naszej rodzinki :) późnym popołudniem wypad  na imprezkę do rodzinki - było fantastycznie. W kolejny dzień wizyta u przyjaciół i WIELKIE GRILOWANIE :) Wróciliśmy późnym wieczorkiem uszczęśliwieni i zadowoleni :) Zresztą to nic nowego u nich zawsze jest CUDOWNIE. A w niedzielę spotkaliśmy się z rodzinką w Karczmie Beskidzkiej i znów imprezowaliśmy.

I tak powinno być jak najczęściej :) Wspaniałe wspomnienia...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31